Po braku kwalifikacji na finał Goldena nie miałem sprecyzowanego pomysłu co dalej robić. Zająłem 3 miejsce w klasyfikacji cyklu regionalnego (Polska-Czechy-Słowacja), a bilet do finału światowego był dla TOP 2, jednak odwołano podwójnie punktowany finał regionalny podczas Tatra Sky Maraton ze względu na burzę.
Treningu przeszkodowego w tym sezonie prawie nie robiłem i nie kierowałem specyficznych przygotowań pod ME. 2 tygodnie przed startem bawiłem się na weselu u Państwa Ziober, 3 dni potem podjąłem decyzję, by wystartować w ME Spartana w Kaprun, czyli został jeden tydzień ukierunkowany na specyficzne jednostki treningowe. Skończyło się to tym, że zrobiłem w tym czasie 5 akcentów w tygodniu, w tym 2 z przeszkodami.
Jednak trasa w Kaprun należała do tych trudnych i było dużo górskiego biegania, czyli to co mi w tym sezonie dobrze wychodzi. 25 km w tym 2000 m przewyższenia, na 2 podbiegach – czyli stromo, podbiegi po 15-30%. Idealnie.
Tydzień przed Mistrzostwami Europy wygrałem Spartana na Słowacji z mocną obsadą serii National. Na treningach czułem się bardzo dobrze, więc do startu w Kaprun podchodziłem z myślą, że powalczę o dobry rezultat.
Stawka jak to na imprezę mistrzowską była mocna. Plan był taki, by trzymać stałe mocne tempo pod górę i zyskać na przeszkodach siłowych i zbiegach – w tym się czuję wyjątkowo silnie.
Pierwszy kilometr po starcie był płaski, tempo ok. 3:30 min/km i kilka ścianek po drodze. Nikt nie szarżował po płaskim, bo zaraz czekało strome podejście. Wcześniej jeszcze po pierwszych ściankach był slackline i w tym miejscu pechowo zacząłem start mistrzostw – w połowie slacka odwróciła mi się taśma i niefortunnie z niego spadam. Na szczęście bardzo krótka runda karna, straciłem ok. 40-60 sekund, więc chwilę po starcie jestem na jednej z końcowych pozycji i na spokojnie ruszam w pogoń.
Następnie zaczyna się już solidny podbieg, szybko wymijam zawodników i po 10 minutach jestem już w okolicach 8 pozycji, po drodze kilka przeszkód w tym długi, mokry Olimpus, na którego zeszło trochę czasu. Doganiam kolejnych zawodników, ale ich tempo jest coraz wyższe i już tak łatwo nie wyprzedzam. W oddali widzę lidera Greg Basilico ze sporą przewagą. Ale moja pogoń trwa i po pół godzinnej rywalizacji zbliżam się do 4 i 5 zawodnika. Na szczycie pierwszego podbiegu melduję się na 4 pozycji.
Pierwszy zbieg od długości 5 kilometrów i nachyleniu -20%. Stromo ale da się puścić nogi i zbieg staje się wtedy bardzo szybki – momentami po 3:00 – 3:20 min/km. Doganiam Włocha z 3 miejsca. Jednak mnie w połowie zbiegu dogania Luca Pescollderung (Mistrz Europy Spartana z zeszłego roku i obecny Mistrz Świata Spartan Ultra), który na szczycie miał do mnie kilkanaście sekund straty. Luca kończy zbieg ok. 20 sekund szybciej ode mnie, jednak nie chciałem za wszelką cenę trzymać jego tempa, bo widziałem, że mocno pracował na tym zbiegu. Doganiam go szybko na wypłaszczeniu i kontynuujemy wyścig dalej razem na 3 i 4 miejscu.
Mocno i szybko pokonaliśmy zbieg, niwelując stratę do 2 miejsca. W oddali widać Francuza Thibo Jenaut. U progu drugiego, długiego podbiegu, ja przyspieszam i umacniam się na 3 miejscu. Po kilku minutach dobiegłem do Francuza i razem jesteśmy na 2-3 pozycji. W oddali widać również stale prowadzącego Basilico.
Liczyłem, że uda mi się szybko zostawić Francuza, ale trzyma on moje tempo pod górę, a momentami mnie wyprzedza i to ja trzymam jego tempo. Podbieg zmienia się w podejście. Jest bardzo stromo ok. 25%, trzeba przejść do szybkiego marszu siłowego, podpierając się rękoma o uda. Kontynuujemy stale razem, wymieniamy się kilka razy, kto nadaje tempo. Przewaga nad 4 miejscem mocno się powiększa – na szycie ostatniego podbiegu wynosiła ok. 2 minut. Pozostał tylko zbieg.
Ostatni zbieg 8 km do mety
8 km zbiegu do mety i -1000 m w dół. Szczerze mówiąc liczyłem, że zyskam na tym zbiegu przewagę. Na poprzednim zbiegu nadrobiłem ponad minutę do Francuza, z którym teraz razem dotarłem na szczyt. Niestety zbieg nie zaczął się dla mnie dobrze – strome nachylenie, nierówna trwa, ślisko. Czuję jak każdy krok, który stawiam powoduje skurcze w czwórkach. Wywracam się kilka razy. Z perspektywy czasu już wiem, że było to spowodowane siłowym podchodzeniem pod poprzedni podbieg, co wymusiło nieco inną pracę mięśni i mocniejsze obciążenie czwórek. Bardzo rzadko robię tego typu podejścia siłowe na treningach, więc był to mój brak specyficznego przygotowania na tego typu trasy.
Na zbiegu nie jest dobrze, nie umiem złapać rytmu, ciągłe skurcze. Nogi odmawiają posłuszeństwa, na szutrowym odcinku przy prędkości ok. 3:30 min/km mocno się wywracam przez skurcz i jestem poobijany, ale szybko wstaje, dobiegam do Francuza i walczę dalej. W okolicach 5 km do mety biegniemy jeszcze razem na 2 i 3 miejscu, ale widzę w oddali, że zbliża się do nas Luca Pescollderung z 4 miejsca, a mi szybsze zbieganie zaczyna zadawać sporo bólu.
Po pętli siłowej utrzymuję się jeszcze na drugim miejscu, ale czuję, że robi się ciężko. Potem rzut włócznią – wszyscy trafiamy. W dalszej części długiego zbiegu nadal trzymamy się razem, ale już w trójkę: 2, 3 i 4 miejsce. Nie jest dobrze.
Luca potyka się na zbiegu, wyprzedzam go, ale okazuje się, że przestrzelił wcześniej trasę i musimy zawracać pod górę. Ja jako pierwszy z grupy mam najwięcej do nadrobienia. Niestety skurcze są już tak silne, że chłopaki uciekają mi w dalszej części zbiegu – i w tym miejscu przegrywam medal. Starałem się dać z siebie wszystko, ale nogi odmówiły posłuszeństwa, totalna blokada, nawet wolne zbieganie było trudne.
Na wynikach tracę do podium około 7 minut. Cała ta strata powstała na ostatnich 3 kilometrach trasy. Dawałem z siebie wszystko, ale czwórki miałem tak zmasakrowane, że na pętli z łańcuchem musiałem iść, a ścianki pokonywałem, podciągając się na nich, bo nie byłem w stanie odbić się nogą. Głowa chciała, ale ciało już nie.
Dowlekam się do mety na 4 miejscu. Wiem, że więcej nie byłem w stanie z siebie dać, nawet mimo dalekiego przesunięcia progu bólu.
Miejsce tuż poza podium na Mistrzostwach Europy boli, zwłaszcza że przez dłuższy czas byłem na pozycji medalowej. Jednak tego dnia było kilku lepszych ode mnie. Cieszy mnie jednak to, że po raz pierwszy nawiązałem ścisłą rywalizację z czołówką, walcząc ramię w ramię o medal na imprezie mistrzowskiej.
Przygotuję się na rewanż na Mistrzostwach Świata w Sparcie w listopadzie.



Fajnie napisane, bardzo przyjemnie się czytało, oby więcej takich wpisówna blogu.
Miło słyszeć, jak czas pozwoli będzie więcej!
Po takim występie będzie presja w Sparcie. Ale presja to przywilej. OGIEŃ 🫡❤️🔥
Presja to przywilej 😎
Fajnie poczuć zmagania kogoś kto było o godzinę szybciej😃